Podczas lektury Długiej zimy w N. zdarzyło mi się robić rzeczy dziwne. Zapomniałam ugotować (a zatem również i zjeść) obiad, prawie spaliłam żelazko, a raz – wiedząc, że zapowiada się pracowity dzień – wstałam o 5:00, by zdążyć przeczytać choć kilka stron. Ale czego się nie robi dla dobrej książki? A Długa zima w N. zdecydowanie jest dobrą książką. Bardzo dobrą…

Życie Marii B. wpisuje się doskonale w mieszczańskie ideały. Kobieta ma nieźle zarabiającego męża, czteroletnią córeczkę, ona sama zaś – choć z zawodu księgowa – usiłuje realizować swoje pisarsko-dziennikarskie ambicje. Nie może narzekać na brak środków finansowych i warunków do pracy, a małżonek często wyręcza ją w obowiązkach domowych i zajmuje się dzieckiem. Bo lubi. W przeciwieństwie do Marii… Maria B. nie lubi swojego dziecka, swojego życia, nie wie, czy kocha męża, z pisaniem natomiast idzie jej jakby pod górkę. Zawsze traci wenę przy dziesiątej stronie i staje się nieznośna dla otoczenia. Histeryzuje, trzaska drzwiami, wszystkiego się czepia. Jest jednak coś, co Maria B. lubi. Seks. Maria B. lubi seks, erotyczne gry i dreszczyk emocji towarzyszący spotkaniom z kochankami. Maria B. bowiem nie ogranicza swojego intymnego życia do wypełniania obowiązków małżeńskich. O nie! W Sieci funkcjonuje między innymi jako „madame”. Ma konta na różnorakich portalach „randkowych” i często wirtualne flirty zamienia na spotkania w realu. Do czasu, kiedy wraz z mężem i córeczką zmuszona jest wyprowadzić się z Warszawy do prowincjonalnego N. W N. Maria zaczyna się zwyczajnie nudzić i prawie popada w depresję, kiedy nagle w miasteczku pojawia się jej były kochanek, prokurator Wójcik, a młody listonosz wyraźnie wykazuje zainteresowanie piękną panią B. Szybko okaże się, że Mariusz K., blond włosy pracownik poczty, nie jest do końca zdrowy na umyśle… Czy Maria B. znajdzie się w niebezpieczeństwie? Czy odnajdzie sens życia? Czy zacznie wreszcie pisać lub poszuka sobie pożytecznego zajęcia? Czy będzie potrafiła porozumieć się z własną rodziną? I czy w tej powieści w ogóle chodzi o jakiś morał? O happy end? O pokrzepienie serc?

W przypadku Długiej zimy w N. nowego znaczenia nabiera hasło: „nie oceniaj książki po okładce”. Przyznaję, że sama – skuszona klimatyczną fotografią, na której odziana w czerwony płaszczyk pani spaceruje skryta pod ośnieżoną parasolką – sięgnęłam po tę powieść, szykując się na jakiś przedświąteczny chillout. Nic bardziej mylnego. O Długiej zimie w N. można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie to, że jest pozycją do czytania przy kominku, pod kocykiem i z filiżanką herbatki w łapce. Skąd taka okładka? Pojęcia nie mam. Wprowadza ona jednak czytelnika, spragnionego chwili relaksu w towarzystwie pokrzepiającej i „ciepłej” lektury, w błąd. Długa zima w N. jest bowiem powieścią prawdziwie wstrząsającą, silnie oddziałującą na układ nerwowy, prowokującą do rozmaitych, niekiedy zaskakujących i daleko posuniętych refleksji, bulwersującą, zawłaszczającą bez reszty, arcy-ciekawą i genialnie napisaną. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki, Aliny Krzywiec, która Długą zimą wkracza na polski rynek wydawniczy. Wkracza z pompą. Od razu widać, że to pisarka pełną gębą, że ma coś do powiedzenia i nie pozostawi czytelnika obojętnym. Znajdą się tacy, którzy na jej debiutanckiej powieści powieszą psy, zniesmaczeni krytyką mieszczańsko-chrześcijańskiej moralności i portretem współczesnej kobiety upadłej, znajdą się też i tacy, których swoim zmysłem obserwacji i piórem ostrym jak brzytwa bez reszty zachwyci. Ja z pewnością należę do tej drugiej grupy odbiorców.

Spotkałam się z porównaniem głównej bohaterki Długiej zimy, Marii B., do współczesnej madame Bovary. I jest to porównanie niezwykle trafne, a zarazem wiele mówiące o samej powieści Aliny Krzywiec. Maria B. rzeczywiście ma wiele wspólnego z Emmą Bovary, znudzoną życiem na prowincji, erotycznie rozbudzoną, nienadającą się do funkcjonowania w rodzinie, pogrążoną w marzeniach o wyższej egzystencji i w pogardzie mającą swojego mało „efektownego” męża. W Długiej zimie pełno jest celnych obserwacji dotyczących otaczającej człowieka rzeczywistości, roli kobiety w społeczeństwie (niektóre „złote myśli” Marii B. to prawdziwe filozoficzne perełki, jak choćby rozważania o tym, że nigdy nie chciała mieć dziecka – że chciała tylko być w ciąży i zbyt późno dostrzegła różnicę między jednym a drugim), o moralnym relatywizmie, o istocie związku mężczyzny i kobiety, o źle pojmowanym feminizmie wreszcie. Maria B. nie ma konkretnego nazwiska, jest „everywoman”, jak w średniowiecznym moralitecie, gdzie człowieka wodziły na pokuszenie personifikacje sił nieczystych. Z pewnością wiele czytelniczek odnajdzie z Marią B. przynajmniej jedną cechę wspólną. W Długiej zimie na uwagę zasługuje również po mistrzowsku wykreowany portret Mariusza K. – osobowości maniakalno-depresyjnej, która coraz bardziej pogrąża się w swoim szaleństwie, żyje w świecie własnej wyobraźni, hołduje urojeniom i obsesjom. Kiedy czytałam jego wewnętrzne monologi, miałam ciary na plecach. Alina Krzywiec posiada nie tylko narracyjny talent, lecz także niebywałą umiejętność postaciowania. Jej bohaterowie są na wskroś autentyczni, żywi do szpiku kości, w żaden sposób nieprzekombinowani, choć tak mroczni, zagubieni, dalecy od ideału. Uwagę zwraca jeszcze jedna rzecz. Relacje między bohaterami a narratorem. Narrator bowiem jest tutaj dynamiczny, raz siedzi w głowie wykreowanej postaci, oddając jej każdą myśl, każdą fobię, każdą refleksję, by za kilka stron od niej uciec, spojrzeć z dystansu, skrytykować, wyrazić dezaprobatę. Narrator wchodzi w różne role, jest obrońcą, oskarżycielem, ofiarą i katem. Płynne przejścia między narracją personalną i auktorialną oraz znakomite opanowanie tych dwóch technik opowiadania to już rys bardzo dojrzałego pisarstwa, umiejętność, którą posiada bardzo niewielu twórców. Do tego dochodzi wszechobecna symbolika wody, ścinania włosów, rytuałów przejścia, przestrzeni sacrum i profanum… Tak wyliczać można jeszcze bardzo długo.

Długa zima w N. to znakomicie napisana, kontrowersyjna, prowokacyjna książka o współczesnej, małomiasteczkowej Madame Bovary. Powieść bardzo dojrzała, znakomicie skonstruowana, zjadliwa w swej wymowie, do głębi poruszająca. Myślę, że Gustave Flaubert byłby dumny z Aliny Krzywiec. To naprawdę światowy poziom. Długa zima w N. w niczym nie ustępuje takim powieściom, jak choćby Małe dzieci Toma Perroty czy Droga do szczęścia Richarda Yatesa, poruszające podobną tematykę, na podstawie których kręci się w Hollywood oscarowe filmy. Gorąco polecam! Naprawdę warto.

Tytuł: Długa zima w N.
Autorka: Alina Krzywiec
Seria/cykl wydawniczy: Leniwa niedziela
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 9 października 2013
ISBN: 9788379432479
Liczba stron: 208
Kategoria: proza polska