W tym samym czasie detektyw pracujący dla rodziny Lii poszukuje pozostałych Kluczy, niezbędnych by doprowadzić proroctwo do końca. Gdy ciotka Virginia wyznaje, że uciekła przed Alice, ponieważ przerażała ją moc i postępowanie dziewczyny, Lia podejmuje decyzję o wyjeździe na Altus – odwieczną siedzibę Sióstr, którą włada kolejna ciotka bohaterki, Lady Abigail. Jest ona jedyną osobą, która wie, gdzie są brakujące strony Księgi, konieczne do wypełnienia proroctwa. Czas goni dziewczynę, ponieważ Abigail jest umierająca, a droga do Altus daleka i niebezpieczna.
W podróż ruszają z nią dzielne i wierne kompanki oraz Edmund, który ma być przewodnikiem. Długa rozłąka między przyjaciółkami nie wpłynęła dobrze na ich więzi, są pełne podejrzeń i nieufne wobec siebie nawzajem. Lię zastanawia, dlaczego prowadzi je właśnie Edmund, choć przecież nie odgrywa on żadnej roli w proroctwie? Skąd wie, gdzie leży Altus?
Drugi tom różni się poziomem od pierwszego – na korzyść. Po pierwsze, zniknęło słowo „bynajmniej”, które wcześniej atakowało czytelnika zbyt często. Także język postaci jest dużo dojrzalszy, widać przemianę bohaterów, którzy zaczynają naprawdę sprawiać wrażenie żyjących osób. Pewnym niedociągnięciem są nadal postacie mężczyzn, którzy, jak na dziewiętnastowieczne realia, strasznie się interesują zdaniem kobiet, są usłużni, mili i w ogóle nieco zniewieściali – także pod względem sposobu wypowiadania się. Z drugiej strony, autorka wyposażyła ich w takie charaktery, że absolutnie nie odbiera to smaku lekturze.
Bardzo mnie ucieszyło nieco dokładniejsze przedstawienie Samaela. Zawsze lubiłam tego rodzaju miłe zwierzątka domowe, a tu mam okazję zapoznać się z czyimś nowym pomysłem. Ten czarny charakter zrobił na mnie pewne wrażenie, bo jest tak niepasujący do idyllicznego świata, że nie sposób go nie zauważyć.
Czytając drugi tom trylogii, zauważyłam też z przyjemnością, że autorka nie gubi się w swojej koncepcji świata i bohaterów. Wszystko ma dokładnie przemyślane i konsekwentnie realizuje założony plan. Dodatkowo wplata nowe wątki, postaci i fakty tak, że nie sposób się oderwać od książki. Jednocześnie odkrywam, że znane mi już osoby mają w sobie dużo więcej charakteru niż myślałam. Przez większość czasu obstawiałam, że pewne postaci zdradzą główną bohaterkę na kilkanaście sposobów, ale nie – nie trafiłam. I właśnie to sprawiło, że tak dobrze mi się czytało tę część. Michelle Zink świetnie udało się oddać relacje między bohaterami, niekiedy bardzo napięte – zwłaszcza pomiędzy Alice i Lią. Choć są daleko od siebie i dzieli je absolutnie wszystko, to autorce udało się utrzymać cienką więź między nimi i między czytelnikiem.
Równocześnie książka nie straciła tego, co mnie urzekło w pierwszej części: stylu opisów, pewnej dawki poetyki i liryzmu. Lektura jest pełna wydarzeń i zwrotów akcji, a to wszystko opisane językiem, który sprawia, że widzi się cały zbudowany ze słów świat. Kwiaty pachną, deszcz moczy ubrania, a tyłek boli od wielogodzinnej jazdy w siodle.
Szczerze mówiąc, ta część jest technicznie dużo lepsza od pierwszej. Możliwe, że po sukcesie Proroctwa sióstr Zink nabrała więcej pewności siebie. Czyjakolwiek to zasługa, jestem za nią wdzięczna. Bo właśnie zabieram się za trzeci tom…
Proroctwo sióstr, Michelle Zink – recenzja tomu pierwszego
Krąg ognia, Michelle Zink – recenzja tomu trzeciego
Autorka: Michelle Zink
Tytuł: Strażniczka bramy
Tytuł oryginalny: Guardian of the Gate
Seria: Proroctwo sióstr, t. 2
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Marta Kapera
ISBN: 978-83-62252-15-2
Wydawnictwo: Telbit
Oprawa: miękka
Format: A5
Liczba stron: 388
Gatunek: fantastyka, fantasy