Nad ulicami miast unosi się pył…
Nie ma już naszych domów…
Tylko gruzy majaczą w oddali jak bohaterskie kikuty po bitwie…
Nieszczęście przybyło za szybko…
Nagle, bez ostrzeżenia nasze urządzenia stanęły przeciwko nam…
Zabiły miliony ludzi…
Aby nas ocalić – tak twierdzą…
Zapomnieli o jednym: Stworzono nas byśmy żyli i cokolwiek się stanie nie poddamy się.
Ta walka wciąż trwa…

Robokalipsa Daniela H. Wilsona jest niesamowita. Autor oprócz pisania książek zajmuje się robotyką, nic dziwnego iż jego powieść przedstawia te urządzenia tak logicznie i spójnie. Pan Wilson po prostu dobrze wie o czym pisze. A to ważne, jeśli ktoś chce stworzyć ciekawe i zajmujące dzieło.

Już sam tytuł zdradza nam informację o czym jest historia zawarta na stronach tej powieści. Robokalipsa – to takie oczywiste, roboty, walka, wizja przyszłego świata, nic zaskakującego – myślałam spoglądając na błyszczący czerwony tytuł znajdujący się na okładce. Gdy mknęłam przez kolejne strony książki wciąż czułam spojrzenie martwych czerwonych oczu białego robota.

Myliłam się, to że coś jest oczywiste, nie znaczy iż nie przeraża i nie wzbudza uczuć. Robokalipsa to książka, której nie można ominąć. Stephen King miał rację nie sposób się od niej oderwać. Jeszcze długo historia opowiedziana przez Cormac’a Wallace’a będzie zaprzątała moje myśli. To wizja przyszłości, o której się nie zapomina.

Marzę już tylko o tym, żeby wrócić do domu, dobrze zjeść i spróbować znów poczuć się człowiekiem. Ale historie życia bohaterów wojny rozgrywają się przede mną jak jakieś koszmarne deja vu.
Nie prosiłem się o to i nie mam ochoty tego robić, ale w głębi serca wiem, że ktoś powinien opowiedzieć ich historie. Od początku do końca opisać powstanie robotów. Wyjaśnić, jak i dlaczego wszystko się zaczęło i jak się skończyło. Jak roboty zaatakowały nas i jak musieliśmy się zmienić, żeby skutecznie z nimi walczyć.

Książka jest podzielona na pięć części: Pierwsze incydenty, Godzina zero, Przetrwanie, Przebudzenie i Odwet. Każdy rozdział to historie innych ludzi, osób które przeżyły, walczyły, przyczyniły się do „czegoś” podczas walki oraz robotów. Zanim poznamy losy danego bohatera dowiadujemy się najistotniejszych spraw o danym wydarzeniu, wszystko za sprawą Spryciarza (C. Wallace), który w powieści robi za pewnego rodzaju kronikarza powojennego.

Przyszła wizja naszego świata, opanowanego przez roboty naprawdę mnie przeraziła. Opisana przez autora bezduszność tych maszyn jest niewyobrażalna. Myśl o tym, że za kilkadziesiąt lat stworzone przez ludzi urządzenia mogą powstać, tylko po to by wymordować swych wynalazców sprawia, że po ciele przechodzą mnie ciarki. A właśnie tak się dziej w „Robokalipsie”, giną nieświadomi ludzie, osoby ufające swoim robotom. Obywatele całego świata zabijani są przez bezduszne metalowe monstra, tylko za to, że żyją.

To niej jest książka o istnieniu w zgodzie, obok siebie, maszyn i ludzi. To opowieść o sile ducha, walce o przetrwanie i uczeniu się życia na nowo.

Ta powieść ukazuje, że cokolwiek się stanie człowiek zawsze będzie silny, że wszystko może się zmienić, ale jego walka o przetrwanie pozostanie taka sama. Nic nie pokona pragnienia bycia wolnym, nawet wojna wypowiedziana przez silniejsze i mądrzejsze maszyny.

Wolność to wszystko, co mam. Wolałbym raczej przestać istnieć, niż oddać ją Archosowi.

Historii przytoczonych przez Wallace’a jest wiele, każda zasługuje na wspomnienie, zamyślenie się nad nią, jednak los szczególnej osoby zapamiętam na bardzo długo. To co wyrządziły roboty tej dziewczynce i jej rodzinie bardzo mną wstrząsnęło. To niewyobrażalne, jak wiele musi człowiek znieść by przetrwać. Ile cierpienia, smutku i przerażenia czuje człowiek podczas zagłady świata i to bez względu na wiek, czy kolor skóry. W tej wojnie każdy był równy, każdy miał zginąć, nie ważne, czy był senatorem, czy też niemowlęciem.

A śmierć, jaką ginęli, nie należała do przyjemnych. Potwory, obojętnie jaką twarz przybierają nigdy nie zabijają delikatnie, bez śladu. Potrafią naznaczyć nie tylko naszą pamięć, ale i otoczenie dookoła.

Chłopak puszcza kij. Druga łapa zgniata mu dolną szczękę. Felipe krzyczy, a ja słyszę trzask kości. Zęby lecą mu z ust jak jakiś pieprzony popcorn.

SAP(…) Uderza tylko raz.
Facet pada na ziemię ze zmasakrowaną twarzą, zupełnie jakby miał na sobie pomiętą maskę na Halloween.

Cokolwiek napiszę, moje słowa nie oddadzą nastroju z jakim czyta się tę książkę. To trzeba poczuć, a gwarantuję, że emocje będą towarzyszyć nam do ostatniej strony. Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Wciska w fotel, paraliżuje, sprawia iż czujesz się czynnym uczestnikiem tej walki. Czytając, miałam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie i to był prawdziwy zapis wydarzeń rozegranych w niedalekiej przeszłości.

Wizja świata jaką przedstawia autor jest tak realistyczna, tak przerażająca, że zaczynam się bać tego, co przyniesie nam przyszłość.

Polecam każdemu, naprawdę warto zapoznać się z Robokalipsą. Nie pożałujecie, to znakomita książka.

Nie jesteśmy tacy, na jakich wyglądamy. Ludzie zrobią wszystko, żeby żyć. Wszystko.

 

Tytuł: Robokalipsa
Autor: Wilson Daniel H.
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Data premiery: 21 września 2011
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Rafał Śmietana

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *