Dowiedziałem się, że jednym z pierwszych zapisanych zdań w naszym ojczystym języku – oprócz słynnego, cytowanego z dumą wszędzie „Daj, at ja pobruszu, a ty pocziwaj”, co oddaje wspaniale pełną galanterii opiekuńczą naturę Polaka (…) – również drugie, mniej cytowane przez podręczniki „Dum bibo piwo, stabat mihi kolano krzywo”, co po części tłumaczy, dlaczego mamy dzisiaj jeden z najwyższych wskaźników spożycia alkoholu w Europie. Dla drogiego Inżyniera tłumaczę oba zdania ze staropolskiego na nasze: Zdanie pierwsze (do żony?!): „Daj, teraz ja pomielę (na żarnach – przyp. autora), a ty sobie odpocznij”. Zdanie drugie (do kumpla?!): „Kiedy się przysmaruje piwem, to mom, kurwa (z łac. – krzywa), miękko w nogach.”
Jerzy Stuhr, Sercowa choroba, czyli moje życie w sztuce

Sztur jednakżeniestety – jest tu w blędzie, gdyż pierwsze zdanie zanotowane jako polskie (zapisane ok. roku 1270 w Księdze henrykowskiej) w istocie skierował do swojej żony niejaki Boguchwał – rycerz z… Czech. Fakt ten ma jednak głównie znaczenie anegtotyczne, wszak wiemy przecież doskonale, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają (Mikołaj Rej, Do tego, co czytał, 1562 r.)

Czytaj dalej

Oto i ona. Mona Lisa Turbo.

Trzecia powieść w dorobku wybitnego pisarza s-f, Williama Gibsona wieńczy jego Trylogię Ciągu. Tak oto dowiadujemy się, ku czemu zmierzały pozornie bardzo luźno związane ze sobą wydarzenia z poprzednich dwóch tomów (znakomite: Neuromancer i Graf Zero), otrzymujemy historię rozwiewającą wątpliwości, kończącą historię… i to w jakim stylu…!

Czytaj dalej

Nieznośny upał, brzęczenie much i powietrze ciężkie od zapachu przejrzałych owoców – właśnie tak wita czytelnika Haiti wyłaniające się z powieści Dany’ego Laferrière’a Kraj bez kapelusza. Ta wybuchowa mieszanka różnych stylów i gatunków literackich to przede wszystkim pamiętnik Starego Gnata, haitańskiego pisarza, po dwudziestu latach emigracji wracającego do domu po to, by napisać książkę o zombi. W Kraju bez kapelusza reportaż przeplata się z autobiografią, groteska – z filozoficznymi dywagacjami. Tym, co je łączy, jest absurd, wyłaniający się z każdego zdarzenia, które opowiada Stary Gnat, podchodząc do wszystkiego ze stoickim spokojem i dystansem.

Czytaj dalej

Oto klub jednocześnie bardzo elitarny i nieco makabryczny; zapewniający sławę przez długie lata, ale i wymagający sprostania ponuremu rytuałowi przejścia. Rytuałowi, który zaliczyć można tylko raz, a i tak nie ma się żadnej gwarancji otrzymania przepustki.

Mowa, oczywiście, o słynnym Klubie 27*, wytworze umysłów dziennikarzy, biografów oraz fanów, zrzeszającym kilkoro (lub czasem więcej) wpływowych, wybitnych lub kultowych – nazwijcie to jak chcecie – twórców (i twórczyń) muzyki z gatunku rocka, bluesa i R&B, którzy zmarli w wieku 27 lat, niektórzy w niewyjaśnionych okolicznościach.

Czytaj dalej