Punktem wyjścia powieści Christosa Tsiolkasa jest podróż Australijczyka greckiego pochodzenia – trzydziestosześcioletniego fotografika, Isaaca do dawno nie odwiedzanej Europy. Za sobą pozostawia traumatyczne wspomnienie śmierci ojca, zmęczenie niemożnością realizacji swojego powołania w fotografii, zirytowanie trudnym związkiem i prowincjonalną naiwność Australii. Przed nim Europa – metropolitalna i frapująca, kolebka myśli, kultury i intelektu…
Europa, jako kolebka kultury, wspólnota niepodległych narodów, pielęgnujących odrębność tradycji, kulturę i unikatowość, kontynent pokojowy otwarty dla wielokulturowości – kto szuka tych wartości zamiast czytać „Martwą Europę” Christosa Tsiolkasa, powinien raczej poczytać foldery biur podróży.
Powieściowa Europa nie ma bowiem nic wspólnego z pozytywnym wizerunkiem. Sztandarowe metropolie, miasta-symbole, jak Ateny, Londyn, Paryż, Praga czy Berlin są raczej zdegenerowanym odbiciem zachodniej kultury konsumpcji.








