Rok nie wyrok
Autobiograficzna powieść Alana Wiedera rozpoczyna się jak scenariusz kolejnego filmu Todda Phillipsa („Kac Vegas”, „Zanim odejdą wody”) – młody, zdolny, bogaty, inteligentny – i, co najważniejsze, żonaty producent telewizyjny, postanawia nadrobić stracony na budowanie kariery czas. Żonę zamienia na wymarzone Porsche, prozę codziennego życia na ekstazę nocnego Los Angeles – w oparach alkoholu i objęciach młodych dam, w których przebiera jak, nie przymierzając, w ulęgałkach.
Jak łatwo się domyślić, zamiast pozwolić Alanowi cieszyć się pełnią życia, los (a dokładniej plotkarski portal w internecie) pokieruje go na inne ścieżki. Na tymże portalu zamieszczono bowiem filmik przedstawiający wokalistę zespołu Limp Bizkit – Freda Dursta, w sytuacji zupełnie niedwuznacznej wraz z anonimową groupie. Niby nic, a jednak złośliwe komentarze internautów i docinki trolli na temat przyrodzenia gwiazdy odbijają się na bohaterze książki potężną emocjonalno-obsesyjną czkawką, zmuszając go (do jakże głębokich) przemyśleń i w końcu maniakalnego zainteresowania własnymi genitaliami.








