Kim był Currer Bell? Na wypadek jakiegoś konkursu zapamiętajcie to nazwisko – to nikt inny tylko Charlotte Brontë we własnej osobie. Pod takim pseudonimem wydawała swoje powieści, pod takim też mianem po raz pierwszy na brytyjskim rynku ukazała się Shirley. Jest to książka, która nie trzyma poziomu Dziwnych losów Jane Eyre, ale trudno się dziwić – temu dziełu trudno dorównać. Dowiedziałam się przy tym, że w chwili, gdy autorka tworzyła swoją kolejną powieść, zmarło troje jej rodzeństwa – najpierw brat, następnie Emily, wreszcie Anna – wybaczyłam więc Charlottcie wszelkie grzechy i grzeszki.

Czytaj dalej

Oriana Fallaci to symbol odważnego dziennikarstwa, którego znakami rozpoznawczymi był ostry język i cięte pióro, bezkompromisowość, brak zahamowań i kompleksów. Jej reportaże z miejsc konfliktów wojennych jednych zachwycały, a dla innych były jedynie grafomańskimi tekstami, w których kreowała siebie na główną bohaterkę często koloryzując przedstawiane wydarzenia. Godne uwagi są bez wątpienia jej wywiady z największymi tego świata, dzięki którym porównywano ją do anioła zemsty.

Czytaj dalej

Jako osoba, która prozą kryminalną nie znudzi się chyba nigdy, staram się sięgać po wydawnicze nowości, by ciągle poszerzać swój ogląd na współczesne utwory tego gatunku. Nie ukrywam jednak, że ostatnio upodobałam sobie te kryminały, które wydawane są w mroźnych krajach skandynawskich. Nie tak dawno temu, gdyż 15 października, ukazała się kolejna powieść, której jako ogromna fanka gatunku po prostu nie mogłam sobie odmówić. Mowa o Złudzeniu Thomasa Eriksona, jego debiutanckiej książce, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem szwedzkich czytelników. Jak książka spisze się na polskim rynku?

Czytaj dalej

Nie lubię tak zwanej „literatury kobiecej”. Jak dla mnie jest ona zazwyczaj synonimem ckliwych, nudnych historyjek z nieszczęśliwą kobietą w tle, której los „niespodziewanie” się odmienia. Dzięki temu staje się ona przykładem dającym nadzieję przytłoczonym swym bezbarwnym życiem gospodyniom domowym, że może być lepiej, że jeszcze nie wszystko stracone… Tak, być może jestem uprzedzona do tego typu powieści. Za to uogólniam celowo i świadomie odrobinę koloryzuję. Ponadto otwarcie przyznaję: nie jestem fanką twórczości Małgorzaty Kalicińskiej. Przeczytałam jej Dom nad rozlewiskiem, by wiedzieć, czym się zachwycają rzesze czytelniczek. Ponieważ powieść ta nie porwała mnie w ogóle, to do najnowszej książki tejże autorki (na dodatek pisanej razem z córką) podeszłam sceptycznie. Co zatem sprawiło, że Irena przypadła mi do gustu? Tak, dobrze przeczytaliście – ja, zwolenniczka lektur ciężkich, entuzjastka Bernharda i Houellebecqa, przeczytałam ją z niekłamaną przyjemnością. Jesteście w szoku? Ja tak i to wielkim…

Czytaj dalej