Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Brandon Sanderson o Towers of Midnight

Brandon SandersonBrandon Sanderson o Towers of Midnight, wywiad przeprowadził John Ottinger III. Oryginalny wywiad znajdziecie TUTAJ.

Spisane poniżej odpowiedzi stanowią transkrypcję nagranej rozmowy, przeprowadzonej z Brandonem Sandersonem.

John Ottinger: Zacznijmy od kwestii najważniejszej. Czy postać Mata i fabuła z nim związana odgrywa większą rolę w Towers of Midnight (TOM)? Czy wziąłeś pod uwagę obawy krytyków co do twojej interpretacji postaci Mata Couthona?

Brandon Sanderson: Mat odgrywa znacznie większą rolę. Po pierwsze, sporo materiału pozostawionego przez Roberta Jordana dla postaci Mata jest obecne właśnie w tej książce, a nie w The Gathering Storm.
Ja jednak też dokładnie przyjrzałem się tej postaci. To, czy wziąłem pod uwagę opinie czytelników w jego kwestii, pozostawiam im samym do rozstrzygnięcia. Na mojej stronie internetowej umieściłem pierwszy rozdział książki, napisany z punktu widzenia Mata. Przeczytajcie go i sami oceńcie.

JO: Czy po ukazaniu się The Gathering Storm (TGS) i otrzymaniu opinii czytelników zmieniłeś cokolwiek w swoim podejściu do pisania TOM?

BS: Mat był główną kwestią, nad którą spędziłem dużo dodatkowego czasu, zapoznając się z recenzjami. Jeśli chodzi o większość pozostałych rzeczy, to kontynuowałem to, co zacząłem. Trudne, jeśli chodzi o TOM jest to, że od początku widać było, iż będzie to całkowicie różna książka od TGS. A zatem słuchanie tego, co ludzie powiedzieli o TGS i zastosowanie tych uwag względem TOM mogło być niebezpieczne z powodu odmiennego nastroju, odczucia akcji obu książek. Musiałem więc napisać tę książkę najlepiej jak umiałem, przy czym główną sprawą, której przyjrzałem się dwukrotnie, był Mat.

JO: Czy w TOM Rand staje się bardziej sympatyczny? W TGS Rand czasami wydaje się potężnym, rozdrażnionym dzieckiem. Czy szlachetny, bohaterski Rand z Oka świata (Eye of The World) i Wielkiego polowania (The Great Hunt) kiedykolwiek powróci?

BS: Przeczytaj i dowiedz się. To wszystko, co mogę powiedzieć.

Nota wydawcy: Przeczytaj pierwszy rozdział TOM pt. Apple’s First na Tor.com. Jest to dobry zwiastun odpowiedzi na to pytanie. (Kiedy je zadawałem, rozdział ten nie był jeszcze dostępny).

JO: Pisałeś/wygładzałeś jednocześnie TOM i The Way of Kings, pracując po czternaście godzin dziennie. W jaki sposób dałeś radę utrzymać TOM jako odrębną, wierną Jordanowi książkę bez przenikania do niej Twojej oryginalnej pracy?

BS: Stałem się w tym dobry przez lata praktyki. Na przykład przez wiele lat pracowałem nad jedną z książek z serii Mistborn oraz jedną z książek Alcatraz. Gdy czyta się obie, atmosfera każdej z nich jest zupełnie różna. Jednym ze sposobów, które stosuję do odseparowania prac jest to, że zwykle w jednym czasie przygotowuję nowy materiał tylko na jeden projekt. Mogę redagować i poprawiać co trzeba, udoskonalając jeden projekt i pisząc jednocześnie nowe rzeczy do innego. Jedną z kwestii, które należy wziąć pod uwagę jest to, że kiedy piszę książki z serii Koło czasu (Wheel of Time), to nawet jeśli nie pracuję w tym samym czasie nad czymś innym, zawsze kosztuje mnie sporo wysiłku, by upewnić się, że jestem lojalny wobec wizji bohaterów stworzonej przez Roberta Jordana, a nie interpretuję ich po swojemu. Oznacza to, że gdy piszę scenę z punktu widzenia postaci, to zanim cokolwiek napiszę, zwykle czytam rozdział książki Roberta Jordana z perspektywy właśnie tego bohatera i staram się to zakorzenić w moim umyśle i pozwolić temu się rozwinąć, by bohater pod moim piórem brzmiał wiarygodnie.

Twoje pytanie brzmi trochę tak, jakbyś pytał artystę: „Jak można jednego dnia malować obraz impresjonistyczny, a następnego dnia przełączyć się na realizm?”. Cóż, to są trochę inne style. Każdy z nich pokazuje dzieło w niepowtarzalny sposób i chodzi jedynie o to, co robisz jako artysta. Ta sama trudność pojawia się, gdy pisarz przeskakuje pomiędzy bohaterami jednej książki. W jaki sposób stworzyłem Shallana w The Way of Kings, a następnie opisałem Kaladina, i te dwie postaci nie były do siebie podobne? Będąc pisarzem, trzeba posiąść taką umiejętność rozdzielania. W innym razie to, co wyrażają twoi bohaterowie, zmiesza się ze sobą.

JO: Czy ukryłeś jakieś wiadomości, które znający bardzo dobrze Koło czasu czytelnik mógłby odnaleźć w TOM, i czy możesz wymienić choć jedną z nich?

BS: O kurczę. Co dla jednego jest ukrytym przesłaniem, dla innego stanowi oczywistość. W pierwszym rozdziale, Apple’s First, w którym zjawia się postać z Oka świata (The Eye of the World), zamierzałem zrobić właśnie coś takiego, nie mówiąc, kto to jest. Ale Harriet (Harriet Rigney – żona zmarłego Roberta Jordana, przyp. tłum.) poprosiła o przypomnienie pod koniec rozdziału, gdzie bohaterowie się spotkali. Są tu więc takie wątki, że postacie powracają, ale przez większość czasu grzeszyliśmy udzielaniem dodatkowych wskazówek wyjaśniających, kim są bohaterowie. Jeśli spojrzy się na wątek Lana, można napotkać kilka postaci z Nowej wiosny (New Spring). Uważny czytelnik Koła czasu nie zauważy nawet, że to jakiś ukryty przekaz, ponieważ będzie to dla niego oczywiste, ale dla innych ludzi będzie to, jak sądzę, zaskakujące. Czy będziemy mieć do czynienia z ukrytym przesłaniem na poziomie nawiązania do Plato w The Gathering Storm? Jestem pewny, że zostało tam wplecionych kilka takich rzeczy, ponieważ Robert Jordan zawsze lubił odniesienia, nie przychodzi mi jednak teraz żadne do głowy.

JO: Napisałeś już jedną książkę, będącą oryginalnie dziełem Jordana. Czy czujesz, że możesz być teraz bardziej nowatorski, jako że prawdopodobnie masz obecnie mniej materiału do pracy, przygotowanego przez Roberta ?

BS: Właściwie sytuacja się nie zmieniła, co wynika z metody, jakiej używam do tworzenia. Połowa scen zawartych w prologu, nad którymi pracował Robert Jordan, wylądowała w The Gathering Storm, a połowa w Towers of Midnight. Powiedziałbym, że jedna trzecia pozostałych materiałów przygotowanych przez niego skończyła w The Gathering Storm, a jedna trzecia w Towers of Midnight. W obu przypadkach był jeden główny wątek, bardzo dobrze nakreślony przez Roberta Jordana i wątek, który w znacznej mierze musiałem stworzyć sam. Tak było w obu powieściach.

Praca nad A Memory of Light będzie innym doświadczeniem, ponieważ znaczna część tego, nad czym pracował Robert Jordan, dotyczy zakończenia książki, a nie całościowego prowadzenia postaci. Pozostanie jednak nadal wiele z tego, co przygotował i biorę to pod uwagę w trakcie pisania. Trzeba pamiętać, że sposób, w który piszę te książki, polega często na skupieniu perspektyw grupy postaci i przeprowadzeniu ich od początku do końca książki. Oznacza to, że nawet przy The Gathering Storm musiałem pracować nad perspektywami, w przypadku których Robert Jordan pozostawił mniej materiału. Było to więc takie samo doświadczenie – tak naprawdę jest to określone przez wątki.

JO: Czy czytelnicy mogą oczekiwać w TOM zniszczenia kolejnych Wybranych (Forsaken)?

BS: Przeczytajcie i dowiedzcie się.

JO: Czy uważasz, podobnie jak sugerowali to niektórzy krytycy, że użycie przez Randa ognia stosu to coś na kształt deus ex machina?

BS: Nie czytałem tych recenzji. Jestem trochę zmieszany, ponieważ nie widzę, bym używał ognia stosu jako deus ex machina w większej mierze, niż był on stosowany w poprzednich seriach. Zgodnie z definicją terminu, nie możemy czegoś uznać za deus ex machina, gdy coś możliwego, coś co ktoś może zrobić, zostało zapowiedziane. Na przykład zdarzenie na końcu piątej części, kiedy Rand wyrusza do Caemlyn i przywraca Mata do życia przy pomocy ognia stosu, mogłoby być uznane za deus ex machina tylko wtedy, gdyby czytelnik nie wiedział z wyprzedzeniem, że coś takiego jest możliwe. Ale jeśli tylko udałoby się cofnąć czas, mogłyby się wydarzyć naprawdę fajne rzeczy. Można oczywiście mieć krytyczne uwagi, ale deus ex machina to niewłaściwe określenie.

Nota wydawcy: By dowiedzieć się więcej na te tematy, przeczytaj dyskusję Brandona Sandersona i Jasona Weeksa na Babel Clash.

JO: Tytułowa aluzja w TGS była dość oczywista. Do czego nawiązuje tytuł TOM?

BS: Podobnie jak wiele tytułów Roberta Jordana składa się z elementu metaforycznego i dosłownego. Tytuł nawiązuje zarówno do zdarzeń metaforycznych, jak i do konkretnego miejsca. Będziecie musieli przeczytać książkę, by się o tym dowiedzieć.

JO: TGS koncentruje się na czasie teraźniejszym, ale częścią geniuszu Jordana było tło historyczne. Czy historia świata przedstawionego w Kole czasu będzie miała jakikolwiek wpływ na jego przyszłość? (zwłaszcza na potomków Artura Hawkwinga?)

BS: Tak.

JO: Trolloki, Myrdraal i Ugór prawie zniknęły z opowieści. Czy te inne rasy świata kiedykolwiek powrócą do fabuły Koła czasu w jakiś znaczący sposób?

BS: Tak.

JO: Czy chciałbyś przekazać coś potencjalnym czytelnikom TOM?

BS: Kilku pierwszych recenzentów zauważyło, że w słowniku jest spoiler. Słowniki zawsze zawierają małe spoilery, więc to nic nowego. Ale w tym przypadku naprawdę lepiej nie zapoznawać się z wykazem terminów przed zakończeniem książki.
Mam nadzieję, że książka spodoba się czytelnikom. Dostępne są próbne rozdziały – pierwszy jest na Tor.com, a ósmy można przeczytać na mojej stronie.

Nota wydawcy: Obecnie na Tor.com można przeczytać rozdział 2.

JO: Dzięki za rozmowę! Uwielbiam wszystkie Twoje książki, bez względu na to, do jakich odbiorców są skierowane i czekam na dużo więcej.

Tłumaczenie: Katarzyna Wróbel
© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.