Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

biuro rachunkowe mrągowo

Każda kolejna lektura książki C.S. Lewisa jest dla mnie przeżyciem nieporównywalnym z niczym innym. Jego wysmakowana, wyjątkowo dojrzała, pełna zachwycającej głębi i wzruszająca swą prostotą proza stwarza możliwość obcowania z nadzwyczajną erudycją i nieprzeciętnym intelektem człowieka, który jak nikt inny posiadł umiejętność mówienia o sprawach fundamentalnych i wielkich z niesłychaną precyzją i lekkością, wrażliwością i ekspresją zarazem. Każde dzieło, jakie wyszło spod pióra Lewisa, zachwyca przenikliwością, mądrością i szczerością refleksji oraz wysublimowanym pięknem języka; jego lektura jest dla mnie wyjątkowym świętem i gwarancją czytelniczej uczty. Nie inaczej było w przypadku Mrocznej wieży - choć do tej pory miałam do czynienia jedynie z tekstami filozoficznymi i religijnymi Zaskoczonego Radością, bez obaw sięgnęłam po zbiór utworów utrzymanych w konwencji fantastyki wychodząc z założenia, że artysta pióra, jakim był C.S. Lewis, zwyczajnie nie byłby w stanie tworzyć słabej literatury.

Ogromne oczekiwania i wielkie rozczarowanie, tak w skrócie można streścić moje wrażenia po lekturze książki Dowód. Jego autor - Eben Alexander, neurochirurg, wykładowca Harvardu i naukowiec - pewnego dnia zapadł w śpiączkę. Swoje wrażenia po przekroczeniu bram nieba, a następnie powrotu do życia spisał dla potomności. Co tam zobaczył i czy rzeczywiście mógł przebywać w zaświatach? Jakie dowody na życie po śmierci przedstawił swoim czytelnikom? I czy były one na tyle przekonujące, by poruszyć serca zatwardziałych ateistów?

Wiedzieliśmy, że to gra, (…)staliśmy się świadomymi aktorami. Jak złamany szyfr, wiedza, którą raz się posiadło, zmienia perspektywę na zawsze, wszystko można zmienić w magię. Z naszą lichą pracą (…), ohydnym mieszkaniem, i hałaśliwymi sąsiadami z góry, którzy na przemian kłócili się i pieprzyli (…) zmyślaliśmy na ich temat historie, a potem wyśmiewaliśmy je, bo wszystko istniało po to, by żartować, by brudzić i wywracać na nice.
Sophie i Jess od chwili poznania wiedzieli że należą do siebie nawzajem. Ich związek stał się punktem wyjścia nowego życia, odcinał się od przeszłości, zapewniał bezpieczeństwo całkowitego oddania. Rzeczywistość liczyła się dla nich o tyle, o ile wypełniana była razem: tymczasową pracą, nocnymi wycieczkami ulicami miasta, tanim winem w upalny dzień, ale przede wszystkim grą, której reguły znali tylko oni – niemym poczuciem odrębności od reszty świata, życiem tylko po to, by być razem. I miało być tak zawsze. Ale któregoś dnia na ich orbicie pojawiła się Lena.

Tak jak poddany procesowi wietrzenia kamień ostatecznie nie jest już całością, lecz tym, co skruszało, rezultatem i przykładem powolnej erozji przedmiotu na skutek uderzeń wiatru lub fal, tak samo każdy, kto uczestniczy w wojnie, kończy na podobieństwo mułu osadzonego u ujścia rzeki lub na jej dnie (…).

Te słowa, zaczerpnięte z powieści Kevina Powersa Żółte ptaki, można by uznać za jej esencję, istotę, oddają one bowiem, w wielkim skrócie oczywiście, sens i wymowę tej książki.

Od zarania dziejów kobiecy los był błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Kobiety, choć dawały życie, musiały patrzeć, jak ich synowie, bracia i mężowie odbierają je innym lub sami giną. Tworzyły ognisko domowe, były strażniczkami wiedzy, ale zawsze pozostawały zależne od mężczyzn: w sferze prawnej, obyczajowej, religijnej. Uważane za mniej ważne i mniej wartościowe, przez całe życie podążały ze spuszczonym wzrokiem za mężczyzną, budziły pożądanie lub lęk, rzadko kiedy szacunek. Ich życie obwarowano tysiącem nakazów i zakazów, których niedotrzymanie lub przekraczanie karano w okrutny sposób. Mimo to te odważne, nieugięte, zahartowane przez los kobiety podejmowały walkę z przeznaczeniem lub z podniesionym czołem przyjmowały ciosy od losu, gotowe poświęcić własne życie w imię dobra swych bliskich. Takie właśnie są bohaterki powieści Alice Hoffman.

piana-dni-b-iext22642593 Wybuchająca z młodzieńczą gwałtownością, intensywna, szybka, nietrwała, gasnąca po chwili współczesna miłość z trudem walczy o zachowanie swojej godności w świecie, w którym uczucie przestaje być źródłem siły. Staje się słabością, lub co gorsze, towarem rozmienianym na infantylne komedie, czerwone serduszka i kieszonkowe wydania Harlequinów. Słowa "romans" i "melodramat" wywołują już tylko ironiczny uśmiech, bo bardziej kojarzą się z brazylijską telenowelą niż arcydziełami literatury z poprzednich epok. A przecież jeszcze nie tak dawno, w ubiegłym stuleciu, wielu wielkich autorów udowadniało, że opowieść o miłości potrafi reprezentować wyrafinowaną formę sztuki.

Przypuszczam, że nie jest łatwo stworzyć powieść, która opowiada o losach ludzi w czasie II wojny światowej, o wpływie wydarzeń dziejowych na ludzką psychikę i na przyszłe pokolenia. Po pierwsze, jest to temat opisany już chyba z każdej możliwej strony, lepiej lub gorzej, a po drugie - motyw to trudny i niewdzięczny. W końcu żyje jeszcze wielu ludzi, którzy wojnę tę przeżyli i mogą wytknąć autorowi ignorancję, niewiedzę, banalizowanie, niezrozumienie... Zwłaszcza autorowi, dla którego wojna jest tylko historią, opowieścią o przeszłości, a nie wspomnieniami.

Kultury narodowe lubią jawić się odbiorcom spoza ich kręgu w formie masowego, umownego i często stereotypowego wyobrażenia o nich. I tak kultura Japonii sprowadza się do sushi i mangi, kultura Egiptu to w dużym skrócie piramidy, natomiast Hiszpania to corrida i flamenco. O tej ostatniej ja również myślałam w takich kategoriach do momentu, w którym kraj z Półwyspu Iberyjskiego nie zaczął odkrywać przede mną swojego drugiego oblicza: tajemniczego, pełnego skrywanych lęków i obaw, wciąż pamiętającego czasy krwawej dyktatury Franco. Surowe Esther Garcíi Llovet są kolejnym dowodem na to, że Hiszpania to nie tylko radosna fiesta.

Henry James, znany przede wszystkim z powieści Portret damy i W kleszczach lęku, dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka daje się poznać także jako twórca opowiadań. Wśród pięknie wydanych wznowień utworów Jamesa pojawił się bowiem niewielki, gdyż zawierający jedynie cztery spośród ponad stu opowiadań, zbiór, który będzie w stanie zachwycić nawet najbardziej wybrednych koneserów prozy psychologicznej.

Małe, prowincjonalne, senne miasteczka bardzo często bywają sceną lub tłem szokujących wydarzeń. Skrywane przez lata ponure, wstydliwe sekrety, zacofanie i hipokryzja miejscowej społeczności tępiącej wszelkie przejawy indywidualizmu, niezależności i samodzielnego myślenia generują duszną, przytłaczającą atmosferę, która stopniowo narasta i znajduje ujście w ciągu dramatycznych wydarzeń nieuchronnie prowadzących do tragedii. I, jak to często bywa, tragedia największe piętno odciska na tych najwrażliwszych, najbardziej niewinnych i podatnych na ciosy - młodych ludziach stojących jedną nogą w beztroskim dzieciństwie, drugą stawiających nieporadne jeszcze kroki w bezwzględnym świecie dorosłych. Takie wydarzenia oznaczają dla nich rozstanie się ze złudzeniami, przyspieszają emocjonalne i psychiczne dojrzewanie, uświadamiając istnienie mrocznego i nieprzyjaznego oblicza świata.

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.