Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Znały się od dziecka, ponad pół wieku mieszkały jedna pod drugą, lecz od lat nie rozmawiały ze sobą, nawet wówczas, gdy pracowały w tym samym teatrze i, chcąc nie chcąc, mijały się na klatce schodowej czy za kulisami. Odkąd przeszły na emeryturę i miały nieskończenie dużo wolnego czasu, dziwnym zbiegiem okoliczności przynajmniej raz w tygodniu spotykały się w sklepiku na rogu. Nieraz ich spojrzenia krzyżowały się, ale zawsze były pełne odrazy. Oto fragment, w którym zawiera się prawie wszystko, z czym mamy do czynienia w powieści Andrzeja Gumulaka, Drugie piętro. Pan Andrzej jest dziennikarzem, który zaczął od pisania opowiadań fantasy, ale nie poprzestał na nich, czego dowodem jest recenzowana właśnie przeze mnie książka. Autor definiuje siebie jako psiarza i zwolennika szybkiej jazdy samochodem. Lubi także podróże i muzykę. Sprawdźmy zatem jakim debiutem jest Drugie piętro, które swoją premierę miało w kwietniu tego roku.

940113-Michal-Glombiowski-Trzeci-dzien-Novae-Res-WydawnictwoMichał Głombiowski jest dziennikarzem, redaktorem, podróżnikiem, a czasami fotografem. Publikuje w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, Polityce, Przekroju, Newsweeku, Podróżach, Travelerze. Tak pisze o sobie na swoim blogu. Jest także autorem książki Trzeci dzień, którą właśnie miałam okazję przeczytać. Stanowi ona zapis wrażeń (szkiców?) z podróży, jaką odbył samochodem, w towarzystwie niejakiej M., po Hiszpanii i Maroku. Opisy są przesycone bogactwem smaków i aromatów oraz pięknem krajobrazów, ale czegoś im brakuje, coś sprawia, że ich lektura nie przynosi takiej radości, jakiej można by się spodziewać, obierając taką trasę i zdając z niej relację…

Usatysfakcjonowana i zachęcona pierwszym spotkaniem z serią Mroczne tajemnice wydawnictwa Prozami postanowiłam sięgnąć po kolejną odsłonę cyklu - powieść, która skusiła mnie intrygującym tytułem i klimatyczną okładką, od której aż wieje grozą i która - jak się okazało i co nie było wcale oczywiste - nie tylko doskonale oddaje nastrój powieści, ale również idealnie nawiązuje do fabuły.

Połączenie kryminału i powieści historycznej nie jest nowością. Ukazana w książce Pan Whicher w Warszawie intryga, rozgrywa się na tle nieistniejącego państwa polskiego. Niemal w przeddzień powstania styczniowego ginie nie tylko grafini Dołgoruka, ale i polityczni działacze Królestwa Polskiego. Jak sprawy te rozwikłają Jonathan Whicher i Mikołaj Czernyszewski?

A co, gdyby okazało się, że nie można Cię fizycznie zranić? Gdyby Twoje ciało regenerowało się w zdumiewającym tempie? Będziesz wówczas komiksowym superbohaterem, cudotwórcą czy może tułaczem, szukającym sensu i odpowiedzi? Czy życie naprawdę stałoby się prostsze, czy może bardziej by się skomplikowało? Z takiego, pozornie oderwanego od rzeczywistości punktu zaczepienia, wychodzi Maciej Trawnicki, przedstawiając nam niezwykłego bohatera swej opowieści – Wiktora. Poznajemy go w zdumiewających okolicznościach – podczas jednego z jego "pokazów" organizowanych wprost na chodniku. Mogłoby się wydawać, że będzie to sztuczka godna fakira, pokaz silnej woli i mięśni z kamienia… Jednak kiedy Wiktor rzuca się na deskę gęsto nabitą długimi gwoździami jest i krew, i ból. Dopiero po chwili, gdy mężczyzna wstaje, na jego ciele nie ma już śladu ran. Mimo niezwykłości przedstawienia, brawa są spóźnione i skąpe, zaś publiczność rozchodzi się, błyskawicznie tracąc zainteresowanie. Czyżby cierpienie, które przed chwilą widzieli, mimo iż zakończone niezwykłym ozdrowieniem, nie było dość eleganckie lub atrakcyjne? Może dziś generalnie trudno jest utrzymać zainteresowanie tłumu? Nie widownia jednak ma tu największe znaczenie, ale to, że Wiktor znów zostaje bez swoich odpowiedzi…

Proszę, niech pan na mnie poczeka… jakieś dziesięć lat, aż dorosnę. Niech pan nie odrzuca tych słów tylko dlatego, że wypowiada je mała dziewczynka… Mam dwanaście lat, ale wiem, co czuję. Kocham pana najbardziej na świecie. Takie słowa kieruje do głównego bohatera najnowszej książki wybitnego reżysera, prozaika, scenarzysty, operatora i wykładowcy PWSFTViT, Jana Jakuba Kolskiego w Egzaminie z oddychania, "najsmutniejsze dziecko na świecie". I choć pomysł wydaje się niedorzeczny, zostaje wcielony w życie kilkanaście lat później. Z jakim skutkiem?

Po zbiorze opowiadań Tak jest dobrze z 2011 roku przyszedł czas na powieść. Ale powieść nie byle jaką, gdyż Morfina Twardocha to utwór, który bardzo trudno zaszufladkować. Znalazło się w nim bowiem miejsce na historię, odrobinę sensacji i romansu, jednak wśród tych wszystkich wątków najbardziej rozpycha się jeden – psychologia. Trzeba więc z czystym sercem powiedzieć, że Twardoch wszedł na kolejny stopień swoich umiejętności literackich i pokazał, na co go stać.

Nie lubię tak zwanej "literatury kobiecej". Jak dla mnie jest ona zazwyczaj synonimem ckliwych, nudnych historyjek z nieszczęśliwą kobietą w tle, której los "niespodziewanie" się odmienia. Dzięki temu staje się ona przykładem dającym nadzieję przytłoczonym swym bezbarwnym życiem gospodyniom domowym, że może być lepiej, że jeszcze nie wszystko stracone... Tak, być może jestem uprzedzona do tego typu powieści. Za to uogólniam celowo i świadomie odrobinę koloryzuję. Ponadto otwarcie przyznaję: nie jestem fanką twórczości Małgorzaty Kalicińskiej. Przeczytałam jej Dom nad rozlewiskiem, by wiedzieć, czym się zachwycają rzesze czytelniczek. Ponieważ powieść ta nie porwała mnie w ogóle, to do najnowszej książki tejże autorki (na dodatek pisanej razem z córką) podeszłam sceptycznie. Co zatem sprawiło, że Irena przypadła mi do gustu? Tak, dobrze przeczytaliście – ja, zwolenniczka lektur ciężkich, entuzjastka Bernharda i Houellebecqa, przeczytałam ją z niekłamaną przyjemnością. Jesteście w szoku? Ja tak i to wielkim…

Katarzyna Enerlich – polska pisarka, poetka, dziennikarka, która pracowała kiedyś w domu kultury, punkcie informacji turystycznej, urzędzie miasta i jako opiekunka osób starszych. Można by rzec, iż to kobieta, która żadnej pracy się nie boi. Nie wiem, jak pani Katarzyna radziła sobie z tymi wszystkim zajęciami zanim zaczęła pisać, ale wiem, jak radzi sobie z tworzeniem powieści. Jakiś czas temu miałam przyjemność zatopić się w trzech częściach bestsellerowej Prowincji, a ostatnio przeczytałam najnowszą jej książkę Studnia bez dnia. Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne! Jakże mogłoby być inaczej w przypadku tej utalentowanej, niezwykle wrażliwej i ciepłej osoby jaką bez wątpienia jest Autorka?

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.