Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Jadwiga Czajkowska (ur. 1961) jest absolwentką socjologii Uniwersytetu Śląskiego, od dwudziestu lat prowadzi z mężem rodzinną firmę. Ma trzy córki i syna, i niedawno z potrzeby serca napisała powieść obyczajową pt. Macocha. Podobno ona sama też jest macochą i choć w jej książce wszystkie postaci i wątki są fikcyjne, to zagadnienie jest uniwersalne i warto się nad nim pochylić. Bo przez cały czas i w każdym wymiarze, co dla jednych końcem, dla innych początkiem jest. Co inni porzucają, inni dostają, tak jak bohaterka tejże publikacji…

Nieczęsto zdarza się, że druga część jakiejś serii wydawniczej prezentuje się lepiej od pierwszej. Tak jednak jest w przypadku Marii – opowieści o dalszych losach rodziny Kozińskich, których poznaliśmy w Czerwonym niebie nad Wołyniem. To książka napisana o wiele lepiej od poprzedniej i ciekawsza, mimo iż nie przeczytamy w niej już o wydarzeniach tak dramatycznych.

Czerwone niebo nad Wołyniem nie jest opowieścią o rzezi. To historia rodziny Kozińskich – drobnej szlachty, silnie związanej ze swą ojczystą ziemią. Ziemią wołyńską. Ziemią, nad którą co wieczór słońce zachodzi rdzawo, połknięte w całości przez pusty horyzont. I dlatego właśnie niebo nad Wołyniem jest czerwone. Nie dlatego, że pewnej zimowej nocy spłynie krwią. To opowieść o miłości. Nie o nienawiści. O przetrwaniu. Nie o śmierci.

Mam ostatnio prawdziwe szczęście do dobrych książek. Mimo to Stara Słaboniowa i Spiekładuchy przebija niemal wszystko, co czytałam przez ostatnie pół roku. Dawno tak świetnie nie bawiłam się podczas lektury. Swoją książką Łańcucka udowadnia, że aby napisać kawał dobrej fantastyki, nie trzeba bez końca małpować Tolkiena, Martina i Rowling. Jeśli ktoś ma ochotę na krasnoludy, smoki i młodocianych czarodziejów, może sobie zawsze do nich zajrzeć. A u Łańcuckiej inne czekają atrakcje...

Długo zastanawiałam się nad tym, jak jednym słowem określić najnowszą powieść Grażyny Jeromin-Gałuszki. I wreszcie wymyśliłam. Magnolia to po prostu piękna książka. Piękna. Przymiotnik "piękny" jest bowiem wieloznaczny, poddający się różnorakim interpretacjom, odczytywany na rozmaitych poziomach, a wszystko w zależności od zjawiska, które opisuje. Magnolia to piękna historia, spisana pięknym językiem, pełna pięknych bohaterów. A kiedy ją czytamy, z każdą kolejną stroną zdajemy sobie sprawę z tego, że najwartościowsze piękno jest zawsze niebanalne. I niekiedy trudno je zauważyć.

Podobno powieść Obok Julii miała być autobiograficzna, ale (niestety/stety?) Eustachemu Rylskiemu nie udało się takiej stworzyć. Wszystkiemu winna jest rzekomo postać głównego bohatera, Janka Ruczaja, która tak wymknęła się autorowi spod kontroli, że zaczęła żyć własnym życiem. W ten sposób powstała historia o lekkim zabarwieniu nostalgicznym, w której nie brakuje młodości, miłości, zbrodni, młodzieńczych przywar i śmierci rozciągniętej na przestrzeni lat, której akcja toczy się w naszej polskiej rzeczywistości, a spisał ją autor, który może się pochwalić niebanalnym stylem, w którym wulgarność przeplata się z refleksją, a liryzm z ciętym jak brzytwa językiem.

Katarzyna Grochola to obecnie jedna z najbardziej poczytnych pisarek w Polsce, ale także (w głównej mierze dzięki wszelkiego rodzaju programom rozrywkowym) osoba powszechnie rozpoznawalna. Wraz z rozpoznawalnością nadszedł okres bywania na wszelkiego rodzaju bankietach, oprowadzania ekip telewizyjnych po swoim domu oraz odwiedzania programów śniadaniowych. Coraz mniej było w książkach autorki fikcji, a coraz więcej – samej Grocholi (w tym wydanie Zielonych drzwi będących autobiografią pisarki). Jednak jej ostatnia książka, która właśnie się ukazała, jest namacalnym dowodem, że Katarzynie Grocholi zabrakło także czasu na… pisanie. A wydać coś chciała. I tak pojawił się Trochę większy poniedziałek.

Tracę ciepło to druga książka Orbitowskiego i trzecia, z jaką przyszło mi się zmierzyć. Trochę nie po kolei zabrałam się za twórczość tego pana – zaczęłam od zbioru opowiadań Nadchodzi, by następnie cofnąć się do początków jego twórczości: psychodelicznego Świętego Wrocławia i właśnie Tracę ciepło. I trochę dziwnie mi z tym, że to właśnie jeden z pierwszych utworów Orbitowskiego zrobił na mnie największe wrażenie.

Ignacy Karpowicz (rocznik ‘76) jest przedstawicielem młodych, zdolnych polskich prozaików, będących nadzieją naszej rodzimej literatury. Nie tylko pisze, ale i tłumaczy z języka angielskiego, hiszpańskiego i amharskiego, a i czas na ciekawe podróże znajduje. Za Balladyny i romanse otrzymał nominację do Nike 2011 oraz zdobył Paszport Polityki 2010. Bez wątpienia jest to autor doceniany przez krytyków i chętnie nagradzany, obdarzony zmysłem obserwacji, wybujałą wyobraźnią, wyrazistym i prześmiewczym stylem oraz łatwością w łamaniu konwencji. Jego książki czyta się dość lekko, często (chyba błędnie) nie doszukując się w nich głębszych treści. Na naszych półkach księgarskich za chwilę pojawi się ponownie Cud z roku 2007, będący drugą w dorobku Karpowicza powieścią, a obecnie wznawianą za sprawą Wydawnictwa Literackiego. Zdecydowanie nie jest to zjawisko paranormalne, ale przykład dobrej polskiej prozy, trzymającej w napięciu do końca, której warto poświęcić chwilę.

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.