Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Jan Nowicki zasłynął jako wybitny aktor; teraz okazuje się, że aktorstwo to tylko jeden z jego talentów. Lektura Białych walców – powieści mądrej, lekkiej i dowcipnej, pozwala docenić jego zaskakująco dobry warsztat pisarski a także wartość tego, co chce nam powiedzieć.

Poszukiwanie własnej tożsamości, korzeni i domu, który nie składałby się tylko ze ścian, to zawsze tematy trudne. Trudne, ponieważ wielokrotnie już eksploatowane, nierzadko przez pisarzy naprawdę wielkich. Jakże więc wysilić się tutaj na oryginalność? Jak "ugryźć" tę kwestię inaczej – tak, by tchnąć w nią świeżość i odmienność? Tak, by nie otrzeć się o banał i płaskie emocje, by stworzyć coś prawdziwego, pulsującego autentyczną energią, a nie tylko cukierkowatą laurkę z tandetnym, krzepiącym zakończeniem? Przeczytałam już mnóstwo książek o poszukiwaniu własnej tożsamości i domu. Wieloma niemile się rozczarowałam. Jeśli jednak za temat ten zabiera się Iwona Żytkowiak, wiadomo, że będzie dobrze. I jest. Od pierwszych linijek.

Nowa gwiazda polskiej fantastyki. Trudno oprzeć się takiej zachęcie. I okładce przyciągającej wzrok. I opisowi obiecującemu nam powieść awanturniczą, gdzie zamiast magicznych pocisków, króluje zwykła szpada oraz umiejętności walczących. Nie można też zapominać o cudownym bohaterze o bardzo prostym imieniu i nazwisku - Arahon Caranza Y'Grenata Y'Barratora. Proste, prawda?

Wydawnictwo Literackie, które w maju poprzedniego roku przedstawiło czytelnikom osławiony Kronos Witolda Gombrowicza, postanowiło po raz kolejny wydać gombrowiczowskie opus magnum, tym razem w postaci jednej książki. Dziennik 1953 – 1969 prezentuje się wprost przepięknie – twarda oprawa, prawie 1000 stron uczty literackiej, którą przez jej rozmiary trudno pewnie uchwycić w dłonie, a do tego spoglądający z okładki sam Witold G., popatrujący w dal, gdzieś poza nami. Nie sposób się nie skusić.

Znaleźć prozę, która różni się językowo od wszystkiego, co czytało się wcześniej, jest niełatwe. Wydawać by się mogło, że trudno dopisać cokolwiek nowego do świata książek, które już powstały. Jeżeli jednak takie książki powstają, to często są one przekombinowane narracyjnie, niczym dzieła Doroty Masłowskiej. Dlatego natrafiwszy ostatnio na Małe lisy Justyny Bargielskiej poczułam świeży oddech lingwistyczny.

Andrzej Stasiuk - prozaik, poeta, publicysta, dramaturg, wydawca. Jeden z najbardziej znanych, utytułowanych i najchętniej czytanych autorów w naszym kraju i za granicą. Właśnie ukazała się jego kolejna książka- Nie ma ekspresów przy żółtych drogach -na którą składają się eseje/felietony wcześniej publikowane m.in. w: Tygodniku Powszechnym, Art&Business, Neue Züricher Zeitung, L’Espresso, czasopiśmie internetowym dwutygodnik.com oraz te prezentowane przy okazji różnorodnych wystaw i festiwali. Tym razem pisarz znów jest w drodze: nieśpiesznie wędruje, zwiedza, podgląda i swoje wrażenia spisuje, a spostrzeżenia razem z głębokimi przemyśleniami i barwnymi opisami skrupulatnie notuje. Tak kokietuje czytelnika z okładki swojej najnowszej publikacji. Jak jest w rzeczywistości? Czy jego teksty zaskakują czytelnika? Czy nie będą niczym ‘odgrzewane kotlety’, ze znaną tematyką, wpadającą w nostalgiczne, momentami nawet nużące tony o gorzkim zabarwieniu?

Co łączy zakonnicę, nauczyciela muzyki i Afrykę? Odmienność, oryginalność, duża wrażliwość. Może celujecie w tytułowe Dwanaście słów. Żeby się przekonać jak jest naprawdę, warto przeczytać najnowszą powieść Jana Jakuba Kolskiego o takim właśnie tytule. Znajdziemy w niej odbicie niezwykłej wrażliwości autora, która zderzona z dość ostrym słownictwem, daje niepowtarzalny efekt. Niebanalne wrażenia estetyczne dopełnia dokładność opisów (tak, czuć tu wyraźnie pióro reżysera), które pozwalają wyobrazić sobie poetyczne wręcz ujęcia, znane nam z filmów tego utalentowanego filmowca. Już na wstępie zaryzykuję stwierdzenie, że najnowsza powieść jest lepsza, bardziej dopracowana, nieprzegadana, jednym słowem - ciekawsza niż Egzamin z oddychania. Po tej zachęcie liczę na to, że zechcecie przeczytać nie tylko moją recenzję, ale przede wszystkim książkę, bo jest to taka proza, która zostaje z czytelnikiem na długo, wgryza się w jego podświadomość i zostawia w niej trwały ślad.

Ciepłe, niebanalne historie z nieśpieszną akcją to jej specjalność. Bohaterowie i bohaterki, nad którymi z czułością się pochyla, z którymi się zaprzyjaźnia, ale ich nie idealizuje. Oni walczą ze swymi przywarami o lepsze, zgodne z wyznawanymi zasadami życie, ona na ich przykładzie uświadamia swoim czytelnikom, co jest w nim najważniejsze. Nieustannie przypomina o pięknie natury i tajemniczej aurze niszczejących zamków. Kto to taki? Renata L. Górska, polska pisarka żyjąca za granicą, która ma na swoim koncie już cztery powieści obyczajowe. Miesiąc temu dołączyła do nich piąta – Historia kotem się toczy. Czuć w niej charakterystyczną dla autorki pozytywną energię, optymizm i nadzieję, a co równie istotne widać w niej zamysł i przesłanie, którym chce się z nami podzielić.

Podczas lektury Długiej zimy w N. zdarzyło mi się robić rzeczy dziwne. Zapomniałam ugotować (a zatem również i zjeść) obiad, prawie spaliłam żelazko, a raz – wiedząc, że zapowiada się pracowity dzień – wstałam o 5:00, by zdążyć przeczytać choć kilka stron. Ale czego się nie robi dla dobrej książki? A Długa zima w N. zdecydowanie jest dobrą książką. Bardzo dobrą...

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.