Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Och Karol 2 (recenzja)

Och karol 2Polska komediami romantycznymi stoi. Wszyscy zgodnie wieszają na nich psy i można by pomyśleć, że nikt ich nie ogląda; ale ktoś musi, skoro powstają wciąż kolejne i kolejne. Głównym grzechem tych filmów jest zdecydowanie wtórność i miałka fabuła – nie dość, że wszystkie są o tym samym, naciągane do granic możliwości, to jeszcze grają w nich ci sami, znani z ról w telenowelach, aktorzy.

Można by pomyśleć, że twórcy poszli po rozum do głowy i zamiast tworzyć kolejne warianty opowieści o Kopciuszku zakochanym w księciu… to znaczy szefie gigantycznej firmy zajmującym się głównie podrywaniem Kopciuszków, postanowili skorz
ystać z gotowego scenariusza. Może i lepszy odgrzany kotlet niż świeże błoto?
Na tapetę Piotr Wereśniak wziął film Och, Karol; scenariusz do swojej wersji, zatytułowanej Och, Karol 2 (cóż za oryginalność!) napisał wspólnie z Iloną Łepkowską. Udział królowej polskich seriali w takim przedsięwzięciu zmroziłby mnie już na starcie… gdyby nie to, że właśnie ona jest autorką scenariusza oryginalnego Karola. Miałam nadzieję, że skoro za pierwszym razem udało jej się napisać ciekawy film – o mężczyźnie zdradzającym żonę, na którym ta wraz z kochankami zemściła się w ciekawy sposób – to za drugim będzie się w stanie trzymać tej wersji.

Ale nie bez powodu mówią, że nadzieja matką głupich.

Och, Karol 2 jest po prostu słaby, pod każdym względem. W kinie nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że twórcy cały budżet wydali na zwiastuny i zabrakło im już funduszy na film. W dodatku niewiele mają one wspólnego z treścią Karola 2; np. Irena (Katarzyna Zielińska) jest w nich przedstawiana jako wciąż w roli bardzo „kuchennej” – gotuje coś lub piecze. Niestety, w filmie taki wątek z nią w roli głównej nie istnieje. Ponadto trailery są bardzo odważne – panie prezentują się w ręczniczkach czy w wannie z pianą. Takich scen w filmie nie uświadczymy.

Chyba najbardziej charakterystycznym zwiastunem nowego Karola był ten erotyczny, w którym sześć aktorek robiło przed Karolem (Piotr Adamczyk) striptiz. Biorąc pod uwagę, że produkcja Wereśniaka była reklamowana jako bardziej odważna niż pierwowzór, oczekiwałam tego, że scena w filmie będzie rozbudowana. Niestety – nie tylko w tym, ale w żadnym innym momencie nie zobaczymy ani kawałka nagiego ciała. Bohaterowie namiętnie uprawiają seks w bieliźnie; konsekwentnie od pierwszej do ostatniej sceny. Wszystko, co było do odkrycia, odkrył już sam zwiastun… w dodatku w filmie przed Karolem zatańczą tylko cztery aktorki. Dwie pozostałe zostały wepchnięte w napisy końcowe. Jeśli więc ktoś rozważał pójście do kina na Och, Karol 2 jedynie dla widoków, odradzam. YouTube jest za darmo i pokazuje więcej.

Film to jednak nie tylko sceny rozbierane, prawda? (Nawet ten z definicji „erotyczny” i „odważny”, w którym większość akcji opiera się na seksie…) Spójrzmy na fabułę. Ta nie powinna zaskoczyć nikogo, kto zna pierwowzór z 1985 roku. Nie powinna… a zaskakuje. Głupotą. Z początku prowadzona jest mniej więcej tak, jak w starym Och, Karol – z drobnymi różnicami: Marysia jest narzeczoną Karola, nie żoną. Ale na tych drobnych różnicach się nie kończy. Karol przez cały film odwiedza psychoanalityka (Jan Frycz), tyle że… tak naprawdę nie wiadomo, z czego mu się zwierza. Główny bohater ewidentnie nie wie, czego chce i zaprzecza sam sobie, a wszystkie jego problemy można by sprowadzić do tego, że jest erotomanem. Z tym jednak, że nowy Karol jest z tego dumny.

Jest jednak dumny wyłącznie wtedy, kiedy chwali się podbojami na kozetce. Tak naprawdę jego relacje z kobietami wyglądają, jakby stado harpii obsiadło go i nie mógł się od nich opędzić. Nie ma w tym ani odrobiny jego woli – nie podrywa słowem ani spojrzeniem. On po prostu jest, a dziesiątki kobiet pragną go wykorzystać. Każda mijana białogłowa pożera go – dosłownie lub wzrokiem… a jedna ze scen „podrywu” to tak naprawdę próba gwałtu (lub gwałt, ponieważ nie dowiadujemy się, czy doszło do konsumpcji) – oczywiście na Karolu. Reżyser jednak nie ma oporów przed wciskaniem widzowi kitu, że tak wygląda macho, który kolekcjonuje kochanki. Nie wiem, jakim cudem przeoczył, że w tej produkcji to kochanki zaliczają Karola – kompletnie nie interesując się tym, czy mężczyzna tego chce. Można odnieść wrażenie, że z punktu widzenia absolutnie wszystkich bohaterek filmu Karol jest tylko zbędną naroślą na penisie, którą trzeba przekonać do rozpięcia rozporka, a dalej już samo pójdzie.

Kobiety Karola odgrywają w filmie oczywiście ważną rolę, tyle że o ile w pierwowzorze można było zrozumieć fascynację każdą z kochanek, w wypadku Och, Karol 2 widz zastanawia się raczej, dlaczego Karol nie zwiał jeszcze ba bezludną wyspę. Wszystkie jego kochanki (z narzeczoną włącznie) są tak bezdennie głupie, że ręce opadają. Nie sposób uwierzyć, że w którejkolwiek z nich mężczyzna widział coś choć przez chwilę. W dodatku postaci te są niesamowicie papierowe. Marysia (Małgorzata Socha) nie ma ani grama charakteru, jej rola ogranicza się wyłącznie do bycia narzeczoną, Irena spędza życie na sumowaniu minut spędzonych z Karolem; Paulinka (Marta Żmuda-Trzebiatowska) nie zwraca uwagi na to, że zapomina o pigułkach antykoncepcyjnych, o domniemanej ciąży informuje Karola, jednocześnie chwaląc się nowym błyszczykiem (i można odnieść wrażenie, że kolor błyszczyka jest dla niej informacją ważniejszą niż upragnione ponoć dziecko) i przez cały film nie fatyguje się do apteki po test ciążowy; Wanda z kolei nie jest grana przez Małgorzatę Foremniak. Ona nią jest. Jako Wanda aktorka robi dokładnie takie same miny jak na parkiecie Tańca z gwiazdami czy jako jurorka Mam talent. Trudno ocenić, czy ona tak położyła tę rolę, czy też reżyser uznał, że nie będzie w stanie zagrać kogoś innego – tak czy inaczej o Wandzie trudno powiedzieć cokolwiek poza tym, że jest.

A szkoda, bo akurat ta rola miała całkiem duży potencjał; nowa Wanda to (z założenia) dojrzała kobieta świadoma swoich potrzeb i fascynująca się BDSM. Zapewne z tego powodu na jej plecach znalazł się wielki tatuaż… ale co z tego, skoro żeby obejrzeć go w całości, musiałam włączyć zwiastun? (W filmie wielkiego czarnego smoka zasłania bielizna. Co gorsza, niemal przez cały film jest to ten sam komplet – czyżby zaoszczędzono na strojach dla Wandy? To akurat głupie, ponieważ właśnie ją przedstawiono jako kobietę interesującą się seksem, tymczasem panie interesujące się tylko Karolem przebierają się co chwilę.)

Tyle że ani Karol, ani jego kochanki nie są najsłabszymi stronami filmu. Najbardziej produkcji zaszkodziło przekombinowanie. Tam, gdzie w pierwowzorze sytuację puentowano jednym celnym zdaniem lub też humor sytuacyjny polegał na tym, że widz wiedział, jakie relacje łączą bohaterów, a ich otoczenie nie – Och, Karol 2 został absolutnie przegadany. Ulubionym tematem bohaterów jest to, iż monogamia jest nudna, seks uprawiają już tylko grupowy i w ogóle żyje im się pięknie. Chwalą się tym na prawo i lewo; zresztą seks jest jedynym tematem rozmów wszystkich bohaterów filmu, wliczając w to księdza proboszcza. W dodatku niemal wszystkie postaci pojawiające się na ekranie najwyraźniej w świecie miały w swoich sypialniach – tak lekko licząc – pułk wojska. Wszyscy specjalizują się w seksie i dają sobie dobre rady. Bez mała każdy sypia z każdym.

Urokom Karola opiera się wyłącznie jedna postać – Mira (Anna Mucha). Owszem, jej pierwowzór także nie doczekał się romansu z głównym bohaterem – ponieważ mężczyzna nie chciał mieć romansu w pracy. Tym razem dowiadujemy się, że Miry i Karola nic nie łączy wyłącznie dlatego, iż kobieta jest lesbijką. No tak, przecież upchnięcie wątku lesbijskiego w film jest teraz modne. No i co prawda Mira opiera się urokowi naszego herosa, natomiast pyta go o rady, jak poderwać kobiety.

W tym momencie jednak przyznam, że Anna Mucha w tym filmie mnie zaskoczyła. Zagrała naprawdę dobrze, w dodatku jej postać jest jedną z nielicznych dających się lubić. Jej pojawienie się na wieczorze kawalerskim jest jedną z bardziej udanych scen. Choć wątek lesbijski pojawił się w filmie na siłę, to Mira jest chyba najciekawszą postacią, jaką zobaczymy na ekranie. W dodatku też jednym z wyjątków, w których śmiejemy się z rzeczywistych dowcipów, a nie z idiotyzmu wydarzeń.

Jeśli ktoś nie widział filmu Och, Karol, to tak naprawdę nie zorientuje się, o czym jest Och, Karol 2. Zakończenie filmu pozostaje całkowicie bez związku z fabułą i nawet trudno nazwać je zakończeniem –  gdyby nie napisy, które pojawiły się na ekranie, nie wpadłabym na to, że już po wszystkim. Och, Karol to film, którego fabuła prowadzi z punktu A do punktu B. Och, Karol 2 to zlepek scen, które, razem zebrane, nie mają większego sensu. Trudno mówić o jakiejkolwiek motywacji w postępowaniu bohaterów. Tak, gdzie kobiety mszczą się na Karolu-Piechocińskim, Karol-Adamczyk w zasadzie zostaje nagrodzony. Ciężko zorientować się, co w jego sytuacji naprawdę mu przeszkadza. Zaś bohaterki zdają się mieć mężczyznę w głębokim poważaniu, świetnie bawią się razem i pewnie nawet w łóżku nie zauważyłyby jego braku. Może nawet są mu wdzięczne za to, że mniej lub bardziej świadomie je ze sobą zapoznał?

W zasadzie mogę polecić ten film tylko jednej grupie odbiorców – tej, która chodzi do kina po kilku piwach, żeby pośmiać się z własnych komentarzy do słabych produkcji. Film jest tak kiepski, że można śmiać się przez cały seans z nieudolności twórców. Osobom niegustującym w tego typu rozrywce nie ma czego polecać.

Z drugiej strony… komedie romantyczne, mimo wieszanych na nich psów, mają się świetnie. Możliwe, że są osoby, które pierwszego filmu Och, Karol nie widziały. Jestem skłonna uwierzyć, że one nie przyjmą tego filmu z irytacją – pod warunkiem, że lubią tę konkretną konwencję. Zobaczą wówczas to, co zwykle: aktorów znanych z popularnych seriali i poprzednich komedii romantycznych, wnętrza jak z bajki – każda postać żyje w willi, wliczając w to samotną kelnerkę. Apartament, jaki utrzymuje (z napiwków zapewne), był tak wielki, że nie zmieścił się  w kadrze. Z kawalerką nie byłoby takiego problemu, ale nowy Karol najwyraźniej potrzebuje odpowiednich warunków. Pod tym względem film nie różni  się choćby od Dlaczego nie!. Jeśli komuś ta produkcja się podobała i potrafił przymknąć oczy na nielogiczności fabuły, to może także tutaj będzie się dobrze bawił? (Oczywiście pod warunkiem, że nie zna pierwowzoru. Wtedy każda scena jest straconym potencjałem.)

{youtube}GArnBIeRF4A{/youtube}

{youtube}nFuAcCLbrQs{/youtube}

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.