Współpraca

 TVNights

Yggdrasil - portal o grach bmmo

Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce

LineCladis

Kopia KawernaButton

Free4Edu.info - darmowe programy i pomoce dydaktyczne

bestsellery NET

Tania-Ksiazka

 

Plan był taki: idę na Hobbita do kina, które wyjątkowo oferuje seans nie w 3D i nie z dubbingiem. Taki kaprys. Wygospodarowałam na to całe popołudnie, a harmonogram dnia ułożony został tak, by nic nie stanęło na przeszkodzie w realizacji tego celu. Plan był dobry. Wykonanie, niestety, okazało się katastrofą. Nie uwzględniwszy zimy, śniegu i ulicznego ruchu, dotarłam zdyszana do kina, gdy film trwał już w najlepsze. Zdecydowana obejrzeć cokolwiek, nabyłam bilet na pierwszy z brzegu seans. Tak trafiłam na Sesje.

Filmy science fiction dostarczają rozrywki, rozbudzają w widzu wyobraźnię, tworzą nowe światy. Ale czy mogą się przyczynić do uratowania ludzi? Operacja Argo w reżyserii Bena Afflecka, która niedawno pojawiła się na ekranach naszych kin, udowadnia, że jest to jak najbardziej możliwe.

Temat kampanii i wyborów prezydenckich jest motywem wyraźnie obecnym w amerykańskim kinie. Eksploatujące go filmy miewają przeróżny wydźwięk – od komedii opowiadających o zwycięstwie demokracji po niewesołe thrillery obnażające mroczną stronę ludzkiej natury i... luki w systemie demokratycznym. Widziałam ich dotąd sporo, więc, wybierając się na Idy marcowe w reżyserii George’a Clooney’a, zastanawiałam się głównie nad tym, czy zdoła on opowiedzieć na ten temat coś nowego.

Scenariusz, którego Clooney jest także współautorem, powstał w oparciu o sztukę teatralną pt. Farragut North autorstwa Beau Willimona, który znał dobrze sprawę, o której pisał – pracował niegdyś przy kampanii prezydenckiej jednego z kandydatów demokratycznych, Howarda Deana. Tytuł filmu odnosi się do starorzymskiego święta poświęconego Marsowi, bogowi wojny. Szczególnie znane są Idy marcowe z 44 roku p. n. e., kiedy to Juliusz Cezar zginął z rąk 23 zamachowców, w tym – swego przyjaciela, Brutusa.

Czy po wojnie, między dwojgiem osamotnionych ludzi może narodzić się uczucie?

Jeśli ktoś choć raz oglądał filmy, które wyszły spod ręki Wojciecha Smarzowskiego, wie, mniej więcej, czego się spodziewać. Reżyser takich dzieł jak: Wesele i Dom zły serwuje widzowi opowieści ostre, miejscami drastyczne acz nie pozbawione cierpkiego humoru.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że autorem scenariusza jest Michał Szczerbic, który był producentem niezwykle urokliwego filmu, jakim jest Jasminum. Uzbrojona w te informacje oczekiwałam naprawdę dobrego kina i powiem szczerze, że absolutnie się nie zawiodłam.

Dramat autorstwa Dona Roosa, scenarzysty filmu Marley i Ja, skupia się na trudnej relacji kobiety i jej pasierba. Obraz prawie pod każdym względem jest przeciętny, ale posiada w sobie jedną perełkę - Natalie Portman.

Film powstał w oparciu o treść książki autorstwa Ayelet Waldman pt. Love and Other Impossible Pursuits, która ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2006 roku.

Portman wciela się w Emilię Greenleaf, która zakochuje się ze wzajemnością w żonatym mężczyźnie. Jack rozstaje się z żoną i przyjmuje pod skrzydła nową małżonką i z synem. Emilia jest w ciąży. Można by rzec, że tak film powinien się zakończyć - romantycznym happy endem. Niestety tak nie jest - kobieta ma duży problem w relacjach z pasierbem, a niedawna utrata dziecka tylko to pogarsza.

9Trzy części. Trzy postacie. Trzy historie. Razem dziewięć. Liczba, która prześladuje każdego z bohaterów i przewija się w tle filmu. Filmu, którego interpretacji może być dużo więcej niż dziewięć.

Produkcja Johna Augusta, naczelnego scenarzysty Tima Burtona, to obraz skądinąd dziwny. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czemu on powstał, jakie niesie ze sobą przesłanie i... o co w nim tak naprawdę chodzi. W tajemniczy jednak sposób udaje się twórcy przykuć widza do ekranu – przynajmniej na początku.

pogrzebanyNazywam się Paul Steven Conroy. Piszę te słowa w niewielkim i niewygodnym pomieszczeniu, więc wybaczcie charakter pisma. Na domiar złego raczej trudno mi tutaj o światło, wspomagam się jedynie komórką i zapalniczką. Można by rzec "jak w trumnie". I można by się w ten sposób nie pomylić.

Do tej pory pracowałem jako kierowca ciężarówki w ramach amerykańskiej misji wojskowej w Iraku. Pewnego dnia coś poszło nie tak i ocknąłem się tutaj, w ciemnościach, związany i zakneblowany. Po tym, jak udało mi się uwolnić z więzów próbowałem wykorzystać znajdujący się obok mnie telefon. Początkowe starania spełzły na niczym - ani moja żona, ani moi pracodawcy nie odbierali. Na chwilę złapałem kontakt z FBI, ale nie zdążyłem powiedzieć, o co chodzi. Telefon nie znalazł się jednak w tym drewnianym pudle ze mną przypadkiem. Po chwili w końcu wyjaśniło się, co się tak naprawdę dzieje. Zostałem porwany.

 

EssentialW latach sześćdziesiątych Jerzy Skolimowski był jednym z najbardziej niezwykłych i utalentowanych twórców polskiego, a być może i światowego kina. Filmy takie jak „Rysopis”, „Walkower” czy „Bariera” zagwarantowały mu uznanie i miano prawdziwego, filmowego odkrycia, docenionego także przez krytyków zagranicznych. Dość powiedzieć, iż niekiedy porównywano go do Michelangelo Antonioniego. Karierę przekreśliła polska cenzura, pośrednio zmuszając go do emigracji. Po latach umiarkowanych sukcesów na usta światowej krytyki powrócił filmem „Essentials Killing” – próbą zmierzenia się z tematyką polityczną i aktualną w tamtym czasie kwestią tajnych więzień CIA. Film podzielił krytykę i widzów – jedni dostrzegali w obrazie ważny komentarz, inni – egzaltowany śmieć.

AmerykaninSzwecja, mała chatka pośród ośnieżonych wzgórz. Para siedzi przed kominkiem, a na ich twarzach maluje się szczęście. Następnego dnia wychodzą, śmiejąc się. W pewnej chwili mężczyzna staje i spogląda na ślady pozostawione w śniegu. Rzuca się nagle do przodu, pociągając za sobą kobietę, zaś tuż obok nich świszczą kulę. Wyciąga broń i zabija nieznanego strzelca. Kobiecie nakazuje zadzwonić na policję, a następnie strzela jej w plecy, podobnie jak kolejnemu zabójcy. Odjeżdżając, nie ogląda się za siebie.

Czasem może zastanawiać skłonność twórców filmowych do przedstawiania zimnokrwistych zabójców:

13Kiedy zapala się lampka, wszyscy oddają strzał. Kto pierwszy ten lepszy, zupełnie jak w zawodach. Ale tu stawka jest najwyższa, a wygraną jest ludzkie życie. Własne życie. Wszyscy mają równe szanse. Liczy się refleks, odporność na stres, doświadczenie i opanowanie. Choć niektórych napędza strach i zwyczajna chęć przeżycia. Tak właśnie jest z numerem "13".

Młody Vince, pracujący jako elektryk w niezbyt bogatej dzielnicy prosi o danie mu szansy. Rodzinne problemy finansowe i zastawiony dom to niezbyt dobre perspektywy na przyszłość dla dwudziestolatka. Niefortunny przypadek sprawia, że do chłopaka "uśmiecha się" szczęście. Naiwny bohater staje się posiadaczem tajemniczej koperty i przejmuje tożsamość jej zmarłego właściciela. Nie ma wtedy jeszcze pojęcia, co go czeka. Ślepo wypełnia instrukcje zawarte w liście przewidując, że zaprowadzi go to do dużych pieniędzy. Nie myli się, ale nie zdaje sobie sprawy, jak wysoka jest stawka. Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a ten kto to wymyślił miał w dużej mierze rację.

© 2016 Oblicza Kultury. All Rights Reserved.